O PRACOWNI

 Jest sierpień 1987 roku. Sielska dzielnica na obrzeżach miasta skrywa przed światem szczególnie wielkie tajemnice. Nieopodal widać dwa sklepy,skromne osiedla, przedszkole i „martwą społeczność”. 
Tu na świat przychodzi mała artystka. Świat wówczas nie wie, 
że rodzi się ktoś, kto szybko sięgnie po igłę i nici. Ktoś, 
kto później będzie uczył się sztuki słowa 
i igrał światem szydełek, drutów, igieł. 
   Mija pięć lat od narodzin cudownego dziecka. W starym murowanym domku, pełnym ciepła i spokoju, który mocno wyróżnia się na tle pozostałych, szaleje kilkoro dzieci. Zwykle im tego nie wolno. Dlaczego dziś jest wyjątkowa okazja? Wystarczy podejść trochę bliżej, dać krok ku staroświeckiej werandzie, a można dostrzec, że wszyscy skupili się wokół matczynej maszyny do szycia. Radosna muzyka rozlega się w zakątkach przestrzeni. Siedząc na wysokim taborecie, ubrany w karminową sukieneczkę maluch uderza ekscentrycznie prawą stopą w pedał maszyny do szycia,ledwie do niego sięgając, krzycząc przy tym w stronę swojej rodzinnej publiczności: "Zobaczcie, 
ja szyję!". To mała dziewczynka świętuje uszycie pierwszej sukni. Od teraz jej lalki zamiast typowych zabawkowych rekwizytów będą miały swoje własne pracownie krawieckie i domy mody, pełne szaf, luster, drucianych wieszaków i wykonanych ręcznie pudeł po butach.
                                            
   Dziś Ja - kiedyś mała "artystka",szalejąca w wieku przedszkolnym na rodzinnym Łuczniku, jestem, by zadziwiać rękodziełem. Dotychczas zaskakiwałam rozmaitych odbiorców słowem pisanym, rozeznaniem 
w świecie mody oraz w dźwiękach. Mówiąc o sobie nadmieniam, 
że bywam polonistką (pedagogiem, swego czasu dziennikarką), technikiem ekonomistą, "drobną znawczynią"  kreacji jako technik przemysłu mody oraz  czeladnikiem-krawcową. Moje zawody to fraszki, bo marzę o tym, by w przyszłości ukończyć kostiumografię teatralną i opracować kreacje do sztuk aktorom, grającym nie tylko 
w paryskiej Opérze Garnier, mediolańskim La Scala, moskiewskim Teatrze Bolszoj, czy nowojorskiej operze Metropolitan.
    Jestem wrażliwa nie tylko na słowa i dźwięki, lecz także 
na barwy i figury. W życiu - jak w pracach rękodzielniczych - rzadko stawiam na schematy. Nie lubię niczego, co oczywiste 
i niewyraźne. Moje myśli zawsze wykraczają poza szablony, toteż oczka, z których wykonuję na szydełku zabawki, chusty, mandale, serwety oraz bieliznę, są nietuzinkową wartością. Z drobnych dłutek, igieł, nici, kordonków oraz rozmaitych włóczek, składa się mój "szydełkowy świat". Jest w nim pasja krawiecka powstała w dzieciństwie. Radość, satysfakcja, cząstka mnie. 
   Moja mała pracownia mieści wiele tajemnic, które możesz odkrywać razem ze mną, poprzez wspólną naukę na warsztatach, zabawę i zakup prac. Chodź, uchyl drzwi i zazdrostek. 

Monika Kenc